Tego nikt się nie spodziewał, ani Szantrapy, ani komisarz, ani sędziowie - Sopot Vice pokazał wszystkim dlaczego nazywa się tak a nie inaczej. Maras, Jacek, Krystian - tych o to trzech graczy, wyszło na parkiet zupełnie odmienionych - tony biały oraz granatowy przejęły spojrzenia wszystkich. Niektórzy musieli wziąć głęboki wdech, przetrzeć oczy, zerknąć do portfela czy są jeszcze pieniądze, aby zrozumieć co zaraz się tutaj wydarzy. ,,Rewolucja", ,,oświecenie", ,,awesome", ,,masterkraftwerk" - to jedne z niewielu słów, które padały z ust zgromadzonych w hali II LO w Sopocie. I za chwilę wielkie BUM! Do ,,trójki" dołączają Tomek, Wojtek oraz Sonny - na pytanie Sopot słychać przeszywającą, pachnącą morską bryzą oraz 600-konnymi motorówkami odpowiedź Vice!!!. Po chwili gwizdek kolesia o fryzurce Elivs'a, ale w uniformie kogoś sprzed wieku(przyp. red. - kolory szary i czarny nie łączą się) - Gramy! Pierwsze punkty zdobył Krystian (zwany także 53-cią nadzieją SLK), a duża w tym zasługa jego nowej koszulki zaprojektowanej przez Sonny'ego. Następnie Sonny po nieporozumieniu Szatrap, szybki i oślepiający jak promyk słońca, przemyka pod kosz przeciwnika, zbiera i rzuca punkty. Jego fryzura wymaga jeszcze lekkiej pielęgnacji, jednak i tak wszyscy są zaskoczeni jego swag'iem. Powrót do obrony i Szantapy popełniają kolejne błędy - niezliczona liczba strat, wynika z ich nie przygotowania do meczu - marne koszulki i fryzura ułożona na styl krótko z przodu, długo z tyłu nie zdaje egzaminu. Kolejne 3 punkty zdobywa Wojtek aka Triple Double Trouble. Przygnębieni dagger'em, biorą przerwę. Wygrywamy 7-2. Zmieszani przeciwnicy po chwili powracają na parkiet. Z czasem obrona strefowa oraz koszulki przestają działać. Oponenci zbierają się i przegrywamy pierwszą połowę 20-21. W przerwie meczu regenerujemy nasze power'y i szukamy winnego porażki - nie znajdujemy go, gdyż nie przyszedł na mecz. Drugą połowę rozkręcamy od punktów Marasa, który tym razem nie przyszedł ze swoim małoletnim kibicem. Jednak jego urok osobisty oraz przynajmniej 3000 kontaktów w Nokii szokują nie tylko nas, ale i Szantrapy.
Po zmianie wchodzi Jacek aka Jax. Już po kilkudziesięciu sekundach zdobywa swoje pierwsze punkty w tej edycji SLK (miały być trzy, ale wyszły dwa). Niedługo potem zdobywa kolejne. Minutę przed końcem spotkania Tomek "Phantom" oddaje rzut, który daje nam prowadzenie jednym punktem. Szantrapy w natarciu i 20 sekund przed końcem przegrywamy jednym. Wyprowadzamy szybko gałę za połowę, Wojtek faulowany i 11 sekund na skończenie akcji. Wszyscy spodziewaliśmy się rzutów osobistych, jednak one nie nastąpiły. Maras podaje z autu, piłka miała iść do Wojtka, jednak trafia w moje ręce. Szybką ją oddaję. Podanie ma iść do Krystiana jednak przetrzymywany przez dwóch graczy, nie jest w stanie nic zrobić. Wojtek ma jeszcze kilka sekund, jednak nie ma żadnych możliwości na wykreowanie akcji. Sekundę przed rzuca i trafia... w tablicę. Koniec spotkania. Zawiedzeni porażką, schodzimy z uśmiechem na twarzy, pokazaliśmy klasę i styl, mimo niepełnego składu. Gdyby Sopot Vice był serialem, to właśnie teraz wszyscy by go oglądali...
niedziela, 22 listopada 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz